top of page

A trzeba było autobusem - Akt III

1 dzień temu
6 minut(y) czytania

Bardzo szybko orientuję się, że przyjdzie mi przeżyć w rzeczywistości skecz Macieja Sztura, w którym mam wcisnąć 5, jeżeli nie chcę już niczego wciskać, albo 6 jeżeli spieszę się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.  



Niedziela rano. Budzę się w „przyjemnie” wilgotnej pościeli, bo nasz namiot postanowił dokonać swojego kempingowego żywota i zaczął przemakać. My natomiast jesteśmy prawdopodobnie w jedynej części UK, w której pada. Od kilku tygodni w całym kraju panuje susza. W całym - z wyjątkiem naszego pola namiotowego. Okolice Bradford to najwyraźniej trójkąt bermudzki nie tylko pod względem estetycznym, ale też pogodowym.

Możliwości wysuszenia zarówno pościeli jak i namiotu brak, bo ma padać przez kolejne dwa dni.

 

Mając już wystarczająco dużo wrażeń jak na jeden weekend postanawiamy wrócić do domu. Po rytualmym pożegnaniu namiotu wsiadamy w naszą nową furę i wyruszamy w stronę Nottingham.

 

Po około 2.5 godzinie moja podróż dobiega końca. Pozdróż fizyczna w sensie, bo jednocześnie rozpoczyna się pozdróż o wiele ciekawsza – w odkrywaniu zakamarków świata ubezpieczeń, pokładów mojej cierpliwości i tego w jak zjebany sposób poukładany jest świat.

             

Dramatis Personae 1 – Nationwide Hire

 

Cała korespondecja, którą do tej pory otrzymałam w sprawie wypadku pochodziła od firmy Natiowide Hire. Od początku zastanowiło mnie, dlaczego nie od mojej firmy ubezpieczeniowej – RAC – do której przecież zadzwoniłam zaraz po stłuczce? Po niedługim researchu znalazłam na ich stronie informację, że w przypadku, kiedy stłuczka nie jest moją winą posługują się tzw. claim management comapnies. Te specjalizują się w ściąganiu kasy z ubezpieczenia sprawcy bez dotykania mojej polisy. No i miodzio myślę, niech się teraz Pacan z tym problemem pobuja. Po kilku dniach od Nationwide otrzymuję kolejnego maila.Tym razem, że moje auto nie nadaje się do naprawy i wyceniają je na 1200 funtów. Wiadomość ta równie mnie raduje, jak i dziwi, bo wartość Maździny szacowałam na jakieś 500 funtów. Nic osobistego, ale moja niebieska bestia miała na liczniku ponad 120 tysięcy kilometrów i liczne zachodzące rdzą rany na karoserii. Czyżbym jeszcze mogła na tym interesie zarobić?

 

Dramatis Personae 2 - Enterprise

 

No niekoniecznie – nie dla pas kiełbasa i nie dla Jabłczyńskiej rola Tosi. Pod koniec tygodnia wiadomość numer 3. Tym razem z firmy Enterprise, która wypożyczyła mi auto zastępcze. Ponoć winowajca odmawia odpowiedzialności za wypadek i jeżeli chcę zatrzymać auto muszę skontaktować się z moją firmą ubeczpieczeniową. Ok geniusze, chyba należało by dojść do sedna sprawy i nie wierzyć na słowo temu pacanowi? Pierwszy sygnał, że zdrowy rozsądek w świecie ubezieczeń raczej nie ma racji bytu. Kilka godzin później – kolejny mail od Natiowide Hire - zamykają moją sprawę, bo nie ma możliwości ściągnięcia kasy z ubezpieczenia Pacana. Poza tym moja firma ubezpieczenieowa musi się z nimi migusiem skontaktować, bo wciąż przetrzymują moje auto i każdego dnia narasta opłata za jego przechowywanie.

 

Dramatis Personae 3 - RAC

 

No to dzwonię: Thank you for your patience. Your call is very important to us and we will be with you very shortly. Bardzo szybko orientuję się, że przyjdzie mi przeżyć w rzeczywistości skecz Macieja Sztura, w którym mam wcisnąć 5, jeżeli nie chcę już niczego wciskać, albo 6 jeżeli spieszę się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.  Odbijam się od departamentu do departametu jak piłeczka pingpongowa, bo okazuje się że RAC jest tylko brokerem, a nie właściwą firmą ubezpieczeniową i ma 276 odziałów. Po 1.5 godziny rozmowy z automatami w końcu dobijam się do żywej osoby. Wzruszenie, tfu, wkurw zatyka mi gardło. Pani znajduje moje dane i radośnie oznajmia, że a) nie mają żadnego śladu zgłoszonego przeze mnie wypadku, b) moja polisa jest tylko online i tam muszę to załatwić. No chyba cię Bóg opuścił myślę. Albo jak mówił mój serdeczny kolega z liceum – chyba dzisiaj nie lałaś. Na granicy płaczu oznajmiam:

 

  • Nie obchodzi mnie, co Pani zrobi, ale musi mi Pani pomóc. Nawet, gdybym chciała załatwić to online, nie ma w mordę jeża rubryczki, w której mogłabym wyjaśnić zawiłość tej sytuacji.

 

Kobieta kieruje mnie do kolejnej osoby. I tu pojawia się pierwszy i ostatni pozytywny bohater tej historii - Mark, który cierpliwie przyjmuje wszystkie szczegóły wypadku i tłumaczy, że teraz muszę skontakować się z Ageas, bo to jest moja właściwa firma ubezpieczeniowa – nie RAC. Ja pierdziu. Ile podwykonawców występuje w tym dramacie? Czuję się jak w 6385 odcinku „Mody na sukces”, albo w środku mitologii greckiej. Jeszcze trochę i dodzwonię się do ubezpieczeniowego Hadesu, a moją stłuczką będzie zajmował się sam Tanatos. Jest godzina 5:30 po południu. Zupełnie wyczerpałam w sobie zapasy cierpliwości, wiary w ludzi i zdrowy rozsądek. Na dzisiaj daję spokój i idę pozastanawaić się nad ogólnym sensem egzystencji w tym grajdołku absurdu.

 

Dramatis Personae 4 - AGEAS

 

Nowy dzień, nowa energia – podlana litrami kawy i wewnętrznego wkurwu. Spędzam kolejne półtora godziny podając kobiecie w Ageas te same szczegóły, które streściłam dnia poprzedniego Markowi. Sprawa jest prosta. Ja się nie ruszałam, a jakiś idiota we mnie wjechał. O czym tu dyskutować.

 

Oddaję także samochód do Entreprise, żeby zminimalizować ewentualne koszty, które będę może musiała ponieść z okazji tego cyrku, którym dowodzi jakiś niewidzialny klaun.  

 

Dramatis Personae 5 – Firma widmo

 

W oczekiwaniu na kolejne kroki Ageas powracam do dnia wypadku i próbuję odpowiedzieć na pytanie do kogo, do cholery, się wtedy dodzwoniłam. Nie był to ani Nationwide Hire, ani RAC, ani Ageas, ani Enterprise. Ubezpieczeniowa ruletka trwa.

 

Przeglądam historię połączeń i odnajduję numer zaczynający się od 0800. Dzwonię.

Odzywa się automat „24 Hour Claims”. W rozmowie podaję dzień wypadku i proszę o kopię nagrania rozmowy. Pan grzecznie odpowiada, że ktoś się ze mną skontaktuję. Oczywiście się nie kontaktuje, a ja pozostaje w czarnej „d” z nadal zerową wiedzą na temat tej firmy widmo.

 

Jak do cholery w ogóle na ten numer trafiłam? Jakaś pomroczność jasna na mnie spadła, że wcisnęłam pierwszy lepszy numer na jakiejś randomowej stronie?

Owszem, byłam zdenerwoana, ale generalnie w kryzysie czuję się jak kluska w masełku. Mózg działa na zwiększonych obrotach, „ciemne sylwetki wrogów odcinają się od jasnego tła nadziei, rośnie męstwo”, czy jak to tam było w wierszu Zagajewskiego.

 

Zaczynamy z Danem dochodzenie na najbardziej zaufanym źródle, ba jeziorze, informacji - Reddit. I tu otwiera sie przed nami kolejna pieczara ludzkiego kombinatorstwa. I to w najgorszym możliwym wydaniu pt. „Jak zrobić współobywatela w chuja, ale tak na granicy legalu, żeby odciąć wszelkie możliwe sposoby obrony”. Całe strony o tym, jak firmy wydmuszki podszywają się pod legalne firmy ubezpieczeniowe, wykupują reklamy sponsorowane w Googlu, żeby żerować na ludzkim nieszczęściu. I kolejne wątki ofiar Nationwide Hire ściganych przez firmę za koszty wynajmu samochodu zastępczego. Moje serce się raduje na myśl o setkach funtów, które przyjdzie mi zapłacić za wypadek, którego nie spowodowałam. Gdzie tu sprawiedliwość się pytam, gdzie?

 

***

 

Po wzięciu kilkudniowego mentalnego oddechu od tej całej zadymy próbuję raz jeszcze i dzwonię pod numer 0800.

 

  • Dzień dobry, czy mogę nagrać tę rozmowę - zaczynam dziarsko.

  • A czemu? Czemu chcesz to nagrywać? Rozmowa nie dotyczy mnie, więc nie. Jak mogę pomóc?

 

W warunkach polskich ton podkurwienia uznałabym za normalny, ale w warunkach angielskich, czuję, że gość jest już na granicy.

 

  • Dzowniłam tydzień temu prosząc o kopię nagrania rozmowy, ale niestety nadal jej nie otrzymałam.

  • Wiesz co, poproszę moją managerkę, żeby do Ciebie zadzowniła. Za mało mi płacą, żeby się tym zajmować.

 

O żesz, no to nadepnęłam gościowi na telefoniczny odcisk. Po około 20 minutach dzowni managerka. Tłumaczę raz jeszcze, że kopia nagrania, że dostęp do danych, że RODO SRODO.

 

  • To musi być w formie pisemnej, więc bardzo proszę o wysłanie maila na ten adres.

 

I tu podaje mi adres to mitycznego Adama zatrudnionwgeo w Motor Car Claims. Oczywiście Google nie znajduje ani takiej firmy, ani telefonu, ani adresu maila, ale list do Adama wysyłam. Na odpowiedź mają miesiąc.

 

Tymczasem Ageas wysyła mi wycenę Maździny na 870 funtów. Niżej, ale i tak nieźle. Czyżby pacan się przyznał do winy. Dzownię. Okazuje się, że oczywiście, że nie. Oferta zapłaty jest niezależna, od tego jak sprawa się zakończy. Firma ubepieczniowa Pacana twierdzi, że auto zostało sprzedane przed wypadkiem i odmawiają wzięcia odpowiedzialności. Ageas czeka na dowód sprzedaży, ale jeżeli nie dojąda do tego, kto prowadził sprawa zostanie uznana za moją winę, a ubezpiecznie mojego samochodu poszybuje w górę.

 

I tak sobie teraz czekam. Czekam na nagranie rowmowy z firmą widmo. Na to, aż Ageas zechce dojść do sedna sprawy. I jak Nationwide Hire się obudzi i wyśle mi rachunek na setki funtów.

 

Czekam i myślę, że zupełnie nie doceniałam transportu publicznego. Trzeba mi było autobusem. Może trochę wolniej, może trochę mniej wygpdnie, ale przynajniej zdrowie psychiczne nie nadszarpnięte. 

 

 
 
 

Komentarze


 Powered and secured by Wix

bottom of page