top of page

Starość

11 minut temu
2 minut(y) czytania

Starość. Dziadzienie. Jak zwał, tak zwał. Istotne jest to, że nadciąga wyraźnie i nieubłaganie. Siwizny jeszcze brak, zdrowie odpukać dopisuje, ale są pewne znaki.


***

Moja ręka stała się nagle kończyną wspomagającą wzrok. Czytanie opakowań przebiega w jakimś starczym rytuale – rękę wyciągnąć przed siebie na odległość pół metra, zamrugać trzy razy, a mrowisko literek powoli się krystalizuje i dostrzegam, żeby piec na środkowej półce, w 200 stopniach, przy termoobiegu. Mój wzrok zatoczył koło – kiedyś wszystko w odległości powyżej pół metra znikało za mleczną szybą. Teraz im dalej, tym lepiej, przynajmniej w przypadku czcionek poniżej 10.


***

Siłownia. Dziewczę dwudziestoparoletnie – trenerka ponoć, ale widząc nastoletnią aparycję powątpiewam - wrzeszczy mi nad uchem, że "faster", że "you can do it", że "don’t give up". W rytm przemierzania niewidzialnego Dunaju na maszynie do wiosłowania przez głowę przechodzi mi nuta Petera Gabriela, rosnący wkurw i następujące myśli. Jest 6:30 rano – wydostanie się z łóżka, żeby tu być jest wystarczającym wyczynem, dziękuję bardzo, motywacji zewnętrznej nie potrzebuję. Poza tym odsuń że się kobieto, bo mi przestrzeń osobistą naruszasz. No i na koniec – co ty wiesz, o życiu dziewczę…. Stało się. Pomyślałam to. Nie ma już odwrotu.


***

Wracam do domu i już od wejścia uderza mnie hałas nie do zniesienia. Ciało przeszywają ciarki, mózg przewierca wiertara, krople potu na skroniach. O nie, nie, nie. Dan ogląda You Tube. Poziom głośności 20, w przecież wszyscy wiemy, że w przypadku tej konkretnej platformy optymalny poziom głośności to 12. Wszystko powyżej powoduje natychmiastową irytację. Co innego Netflix – tutaj możemy poszaleć nawet do 17. Tak proszę Państwa - otóż mam ulubiony poziom głośności w zależności od platformy. No co Pan zrobisz, nic Pan nie zrobisz.



***

Dołączyłam również do ogólnonarodowego pociągu „wielbicieli” Prusa i sięgnęłam po Lalkę, co by sobie przypomnieć literacki klasyk przed seansem kinowym. Strona 20, a ze mnie już dziad wychodzi. Bo te kalosze z taką starannością podają, i personalizaja z literek i bibułą owinięte. No kiedyś to było… Stop. No weź się w garść kobieto, jakie kiedyś to było. W 1870? Babcia twoja jeszcze nawet w zamysłach nie istniała, a Ciebie nostalgia już chwyta.

 








***

I tak sobie śledzę te oznaki dziadzienia z coraz mniejszym zdziwieniem i z niejaką ciekawością. Bo moje dziadzienie wydaje się współbrzmieć z ogólnoświatową melodią – oboje chylimy się ku upadkowi.


O no i proszę – dziad wyszedł po raz kolejny. Chyba czas na wakacje….

 

Komentarze


 Powered and secured by Wix

bottom of page